En Pl
Home | Wall | Hyde Park | About us

Czy istnieje idealna kobieta?
Związki i kobiety, które chciały stać się kimś więcej



Shmuley Boteach: Wiesz, dzieci bawią się w śluby na niby. Opowiadają, że zakochały się w kimś z klasy. Wydają się z natury być romantykami. Jak to jest z tobą, od zawsze byłeś typem romantyka?

Michael Jackson: Nieszczególnie, ale też nie jestem nieromantyczny. Po prostu, jestem sobą.

SB: Ciągłe zakochiwanie się to dla dzieci coś normalnego. W szkole przekazują sobie liściki.

MJ: To słodkie i urocze.

SB: Lubisz patrzeć na rodzące się uczucia? Bawisz się w swata?

MJ: Nie, nie swatam ludzi. Jestem zbyt nieśmiały w tych sprawach. Przypominam moją mamę. Swego czasu pytaliśmy ją: „Całujesz się z Josephem?” A ona na to: „Nie pytajcie mnie o takie rzeczy”. A my dalej: „Mamo, całujecie się?” A ona: „Nie chcę o tym rozmawiać”. My znów: „A jak go poznałaś? Które z was zaproponowało małżeństwo?” Odpowiadała: „Nie chcę o tym mówić.”

SB: Nauczono cię więc nieśmiałości i skromności w sprawach miłości i związków?

MJ: Tak, nie rozmawiamy o takich rzeczach.

SB: Michael, dwukrotnie byłeś żonaty. Wierzysz jeszcze w romantyczną miłość, czy może z uwagi na złe doświadczenia nie wierzysz już w takie rzeczy?

MJ: Wierzę w nią, jednak jestem w tych sprawach nieśmiały. Nikt z nas nie zaprosił rodziców na swój ślub. Nie uznajemy takich rzeczy. Jesteśmy zbyt nieśmiali. Nawet za milion lat nie odważyłbym się zaprosić mamy na swój ślub. Nie wyobrażam sobie siebie idącego do ołtarza, a obok siedzą moja mama i siostry. Dlatego właśnie wszyscy braliśmy ciche śluby, o których mama dowiadywała się z gazet – zresztą nie mając nic przeciwko temu. Ponieważ właśnie jesteśmy tacy, jak ona. Też postąpiłaby tak samo.

SB: Miłość musi więc być czymś skrywanym i zatajanym?

MJ: Tak jak sprawy sercowe – to sfera prywatności.

SB: Sprawy sercowe są zawsze prywatne?

MJ: Tak.

SB: Wiesz, uważam, że miłość kwitnie dzięki tajemnicy i milczeniu. Nie należy jednak przesadzać. Uważam, że twoi rodzice powinni byli być na twoim ślubie. Ale zostawmy to, wierzysz więc w romantyczną miłość, jednak nauczono cię nieśmiałości w tych sprawach?

MJ: Jestem nieśmiały. Nie wiem, na ile jestem romantykiem, przez to właśnie, że jestem nieśmiały. Pod tym względem różnię się od innych. Słyszałem nieraz facetów, którzy potrafią poetycko rozmawiać z dziewczynami, „Oh, kochanie to, tamto”. Ja taki nie jestem. Mówię prosto i wprost, o co mi chodzi.

SB: Co więc robisz, kiedy musisz na przykład w teledysku oddać klimat romansu, nakręcić sceny miłosne?

MJ: Dlatego właśnie sam zajmuję się castingiem dziewczyn, to moim zadaniem jest wybrać taką, która mi się podoba. Więc, jeśli mi się naprawdę podobają – wybieram je, co możesz zobaczyć w moich klipach. Wybrałem je, ponieważ naprawdę mi się podobały, co później okazywało się mieć zgubne skutki, kiedy one na poważnie zaczynały mnie lubić. Nie chciałem się angażować, co czasem powodowało problemy.

SB: Pewnie ciągle musisz się z tym mierzyć, bo nie tylko jesteś sławny, ale też jesteś typem faceta, z którym kobiety chcą przebywać – jesteś łagodny, delikatny, nie obawiasz się wyrażania uczuć. Kobiety mogłyby oddać życie dla facetów, którzy nie boją się pokazywać swojej wrażliwości i łagodności, podczas gdy większość mężczyzn w Hollywood jest skupiona na sobie, są aroganccy i nie potrafią się zaangażować. Często zdarza ci się, że przyczepia się do ciebie jakaś kobieta?

MJ: Co masz na myśli?

SB: Mówiłeś, że wasze relacje powinny być zawodowe. Pracujecie razem na planie, ale one później chcą czegoś więcej.

MJ: Tak, zdarza się tak.

SB: W jaki sposób dajesz im do zrozumienia, że nie jesteś zainteresowany?

MJ: Schodzę im z drogi. Tak, choć niektóre z nich jeżdżą później za mną po świecie, co nie jest miłe.

SB: To pewnie sprawia, że jeszcze bardziej chcą cię zdobyć, bo myślą, że to pewnie przez tę nieśmiałość im uciekasz. Z pewnością wielu kobietom podobają się „źli” chłopcy. (…) Ale wydaje mi się, że po tym, jak przemierzą pół świata za tobą, dociera do nich, co chcesz im przekazać. Nigdy jednak nie mówisz im tego wprost?

MJ: Nie, za bardzo by je to zraniło.





Zauroczenia i szczenięca miłość



Shmuley Boteach: Czego chciała od ciebie wczoraj wieczorem Cindy Crawford?

Michael Jackson: Cindy widywałem kilka razy w przelocie, kiedy towarzyszyli jej jacyś faceci, a spotkaliśmy się na jakimś przyjęciu... też w przelocie. Chyba czuła, że to była dla niej okazja, by naprawdę mnie poznać. Może mnie podziwia. Wiele osób do mnie podchodzi. To, co widziałeś, to jeszcze nic.

SB: Widziałeś gwiazdy, które się tak zachowują, jak zgraja psów, która biegnie tylko za kimś sławniejszym od nich? To było takie poniżające.

MJ: Tak! Bywa gorzej.

SB: Co ci powiedziała?

MJ: [naśladując Cindy Crawford] „Jak się masz?” Mówię: „Dobrze.” „Oh, naprawdę wszystko ok? Oh, uwielbiam twoje utwory, kocham to, co robisz. Jak długo zostajesz w mieście?” Odpowiedziałem: „Pracuję tu. Nagrywam.”

SB: Myślisz, że jej się spodobałeś?

MJ: Taaaaak. Coś w tym rodzaju.

SB: Zaprosiła cię na randkę?

MJ: Dziewczyny flirtują... flirtują. Jest ładna.

SB: Co mnie uderzyło. Jakiś finansista, który siedział z nami przy stoliku, powiedział do mnie: „Cindy Crawford, kiedy patrzy się na nią z bliska, to po prostu zwyczajna dziewczyna.” Zapytałem, „Ale co ona tu robi?”

MJ: Widziałeś, kiedy podszedł Donald Trump?

SB: To dopiero ciekawy człowiek.

MJ: Kobietą, którą naprawdę lubiłem i szanowałem, była Księżna Diana.

SB: Dlaczego?

MJ: Bo miała klasę i szczerze troszczyła się o ludzi i dzieci, o problemy tego świata. I nie robiła tego dla żadnego show. Podobało mi się, że na przykład kazała swoim dzieciom czekać w kolejce na przejażdżkę karuzelą.

SB: Możemy powiedzieć, że między wami był jakiś rodzaj niewinnego romantycznego uczucia? Czy wolałbyś tego tak nie określać? Może po prostu chcesz powiedzieć, że była szczególną kobietą?

MJ: Uważam, że była bardzo wyjątkowa.

SB: Była kobieca?

MJ: Bardzo kobieca i miała klasę. Na pewno była kobietą w moim typie, a większość dziewczyn mi się nie podoba. Niewiele jest takich, które mi się podobają i mają to coś. Nie tak łatwo mnie uszczęśliwić, trzeba mieć to coś, a ona taka właśnie była. Z pewnością.

SB: To przez jej miłość do dzieci?

MJ: Nie łatwo jest znaleźć swoje lustrzane odbicie, prawdziwe odbicie. Ludzie powtarzają, że przeciwieństwa się przyciągają, co moim zdaniem jest również prawdą. Ale ja chciałbym kogoś, kto jest bardziej jak ja, kto ma takie same zainteresowania i kogoś, kto chce pomagać, kto będzie odwiedzał ze mną szpitale, troszczył się o Gavina. To dlatego widziałeś nas z Lisą Marie w takich miejscach. Jej również zależało na tych rzeczach.

SB: Myślałeś kiedyś o tym, żeby umówić się z Księżną Dianą?

MJ: Oczywiście.

SB: Dlaczego więc nigdy się na to nie odważyłeś?

MJ: W życiu nie zaprosiłem dziewczyny na randkę. To one zawsze zapraszały mnie.

SB: Naprawdę?

MJ: Nie umiem zaprosić dziewczyny na randkę.

SB: A jeśli ona by cię zaprosiła?

MJ: Oczywiście. Umówiłbym się. Za każdym razem, kiedy pokazywaliśmy się z Brooke Shields, to ona mnie zapraszała. Zawsze to były jej pomysły, by razem wyjść. Szczerze bardzo ją lubiłem. Naprawdę bardzo.

SB: A ona lubi dzieci?

MJ: Tak. Moja pierwsza dziewczyna, Tatum O'Neal, która później wygrała Oscara za „Paper Moon...” Miałem szesnaście lat, ona trzynaście. Byłem naiwny. Ona chciała robić to, co robią wszystkie pary, a ja zupełnie nie chciałem seksu, ponieważ tego też wymagała ode mnie religia Świadków Jehowy. Pomyślałem: „Zwariowałeś?” Wiara wymagała też ode mnie, by być dla każdego uprzejmym. Kiedy trzymałem Tatum za rękę to było jak magia, lepsze od wszystkiego innego, od całowania jej, od wszystkiego innego. Razem z nią i Ryanem O'Neal poszliśmy do klubu, słuchaliśmy zespołu, pod stołem trzymała mnie za rękę, a ja wprost rozpływałem się. To było coś magicznego. Jakby wokół wybuchały fajerwerki. Tylko tego było mi trzeba. Jednak w dzisiejszych czasach takie rzeczy dla dzieciaków zupełnie się nie liczą. Ona zbyt szybko dorosła. Nie interesowała jej niewinność, ale podobała mi się.

Zaś Brooke Shields to jedna z miłości mojego życia. Bardzo często się spotykaliśmy. Na ścianach i lustrach miałem powieszone jej zdjęcia. Poszedłem na ceremonię rozdania Oscarów z Dianą Ross, a ona po prostu podeszła do mnie i powiedziała: „Cześć, jestem Brooke Shields. Wybierasz się na after party?” Odpowiedziałem: „Tak” i rozpłynąłem się. Miałem wtedy jakieś 23 lata... w czasie „Off The Wall”. Pomyślałem sobie: „Czy ona w ogóle może mieć pojęcie, że jej zdjęcia wiszą u mnie w pokoju?” Poszliśmy więc razem na przyjęcie, a ona pyta, „Zatańczysz ze mną?” Weszliśmy na parkiet. Ah, człowieku, wymieniliśmy się numerami, wróciłem do domu i nie zmrużyłem oka – ze szczęścia całą noc tańczyłem po pokoju. Miała klasę. Kiedyś tylko była w zbyt romantycznym nastroju, a ja stchórzyłem. A nie powinienem był.

Lisa... wciąż się przyjaźnimy, ale ciągle gdzieś się przeprowadza. Dopiero co znów zmieniła swój numer, jeszcze nie mam nowego.

SB: Od razu potrafisz dostrzec w kimś niewinność?

MJ: Od razu, choć coraz trudniej jest mi odnaleźć ją w kobietach, bo są one tak spokojne. Ale jeśli chodzi o mężczyzn, od razu mogę to ocenić, oni są bardziej otwarci – są jak szczenięta, podczas gdy kobiety są bardziej jak kotki. Wiesz, to jakbyś wracał do domu po wakacjach i szczeniak skacze wokół ciebie, kiedy kotka jakby wiesz: „Hej, nie potrzebuję cię. Podejdź do mnie i podnieś mnie.” Potrafią być chłodne. Podejdą wprost do ciebie nawet jeśli nie widziały cię przez trzy miesiące. Kobiety są bardzo mądre. Walt Disney zawsze powtarzał, że są mądrzejsze od mężczyzn i zawsze zatrudniał więcej kobiet.





Rozważania o idealnej kobiecie



Shmuley Boteach: Wracając do zasady nie eksponowania siebie zanadto. Doradzałbyś ją kobietom będącym w związkach? Czy powiedziałbyś osobom, które są sobą dziś znudzone: „Wiecie, 50 procent małżeństw kończy się rozwodem, a tak wiele z nich tylko dlatego, że mężowie i żony męczą się sobą wzajemnie. Stają się słabsi i nudzą się.” Czy myślisz, że jeśli byłoby tu więcej tajemnicy, gdyby umieli się powstrzymać, zostawić sobie trochę przestrzeni, odkrywać się wzajemnie, że wtedy ich związek byłby ciekawszy?

Michael Jackson: Tak, tak. Myślę, że czasem dobrze jest odejść. Jak mówią, „Rozstanie wzmacnia uczucie”. Całkowicie w to wierzę. To bardzo ważne, żeby odejść. Zupełnie nie rozumiem, jak ludzie potrafią spędzać ze sobą cały dzień i nie mają z tym żadnego problemu. To oczywiście urocze i piękne...

SB: Znasz takie małżeństwa?

MJ: Tak, spotkałem takie pary. Nie wiem jednak, jak im się to udaje. Tak wiele przed nimi wyzwań.

SB: Te kobiety, z którymi się spotykałeś, te, które były na tyle mądre, by ci się nie narzucać, czy interesowałeś się nimi bardziej, czy bardziej podobały ci się właśnie te, które nie zawsze były na zawołanie, o które sam musiałeś bardziej zabiegać?

MJ: Te, które miały klasę, spokojne, którym nie zależało wyłącznie na seksie i całym tym szaleństwie, które mnie zupełnie nie pociąga.

SB: Takie bardziej ci się podobają?

MJ: Aha. Nie rozumiem wielu rzeczy, jeśli chodzi o związki i nie wiem, czy kiedykolwiek je zrozumiem. Myślę, że przez to właśnie cierpiałem będąc w związkach, bo po prostu nie rozumiem, jak ludzie są zdolni do niektórych rzeczy, które robią.

SB: Do podłych rzeczy?

MJ: Podłych, wulgarnych rzeczy, które robią ze swoim ciałem. Nie rozumiem tego, dlatego byłem raniony.

SB: Więc dla ciebie miłość jest czymś całkowicie czystym?

MJ: Bardzo czystym. Niektóre rzeczy mnie zszokowały.

SB: A co takiego było w Dianie, w takiej kobiecie, to jej godność, jakaś niewinność? Często to dostrzegasz u innych ludzi(...)?

MJ: Nie, nie widzimy takich rzeczy, a to właśnie kocham. Myślę, że jej naprawdę zależało na uczuciach innych i szczerze starała się zrobić wszystko, by świat stał się lepszym miejscem. Szczerze wierzę, że jej serce zawsze było otwarte na innych ludzi. Można to dostrzec na wielu zdjęciach, na których dotyka malutkie dziecięce buzie, gdzie dzieci siedzą na jej kolanach, a ona je przytula. Tego nie da się udawać. Można było to dostrzec. Kiedy pokazuje się królowa, a ona ubrana w rękawiczki, macha z oddali – jej serce widać jak na dłoni. Można je zobaczyć. Dla idei, w którą się wierzy, robi się wszystko, idzie się do tych chat, do tych odrzuconych przez wszystkich, siedzi się z nimi, śpi tam. Tak trzeba i ja to robię. Pamiętasz, opowiadałeś mi, że widziałeś moje zdjęcie w Chinach w chacie jakiejś kobiety. Odwiedzam tych ludzi, dotykam, dostrzegam ich.

SB: A podczas spotkań: umiesz odróżnić zarozumiałego biznesmena, który nie cofnie się przed niczym, będzie manipulował, kłamał od osoby, która ma czyste intencje, jest niewinna i z którą chciałbyś robić interesy? Możesz od razu to ocenić? Czy raczej zupełnie inaczej, patrzysz oczami dziecka i w każdym widzisz dobro i przez to zdarzało ci się skończyć z nie do końca najmilszymi ludźmi?

MJ: To też prawda. To działa w obie strony, ale można wychwycić i wyczuć to w drugiej osobie. Jest taki człowiek w LA, pracuje w sklepie z winylami, ma chyba z 50 lat, a duchem jakby miał 11. Zawsze przyglądam się mu, a on patrzy na mnie, pojawia się coś takiego, jakby telepatia. Mówi jak dziecko, i jak wywraca oczami. Powtarzam sobie, „Jakie to interesujące.” Chciałbym lepiej go poznać i dowiedzieć się, co takiego w sobie kryje. Naprawdę. To niesamowite. Czuję to. U dzieci od razu to wyczuwam. One też automatycznie to czują.

SB: To coś jak poczucie ulgi? W końcu jest ktoś, kto mnie rozumie?

MJ: Tak. Kiedy podchodzisz do nich i patrzą na ciebie, ich oczy robią się coraz większe, chcą się bawić i czują to.

SB: Michael, czy kiedykolwiek spotkałeś kobietę, która kochałaby te same rzeczy, która bawiłaby się z tobą w chowanego, która rzucałaby się z tobą balonami z wodą?

MJ: Jeszcze nie. Te, które spotkałem, są zazdrosne o dzieci. Wszystkie. Robią się zazdrosne o swoje własne dzieci i zaczynają z nimi rywalizować. To mnie bardzo drażni.

SB: Załóżmy, że jesteś Adamem w Raju i odnalazłeś w nim taką Ewę, czy byłaby to idealna kobieta dla ciebie?

MJ: Oczywiście. Jeszcze takiej [kobiety, która chciałaby się bawić] nie znalazłem... Chyba faceci są bardziej skorzy do wygłupów. Nawet kiedy są już starsi, mają trzydzieści lat, kobieta zaś pojawia się i pyta „Co robicie? Nie zachowujcie się tak. Zwariowaliście?” A facet odpowie, „No co, po prostu się bawimy”.

SB: Kobiety jakby czują, że takie zachowanie jest niedojrzałe, prawda?

MJ: Tak, ale zobacz, jeśli prześledzisz historię, nie znajdziesz przykładowo żadnej kobiety – seryjnego mordercy.

SB: No tak, ale one nie potrafią się tak bawić, jak faceci.

MJ: Wiem, nie potrafią.

SB: Nawet w młodszym wieku, bawią się lalkami, wydają swoje Barbie za mąż za Kena. Podczas gdy chłopcy rzucają się piłkami, dziewczynki mówią „Przestańcie”. Już wtedy chcą być starsze. To jakby sprzeczne z ich płcią. Spotkałeś jakieś dziewczyny, które mają takie poczucie humoru jak ty? Spotkałeś kiedyś kobietę, która zbiera komiksy?

MJ: To rzadkość. Jeśli taką znajdę, oszaleję. Zwłaszcza, jeśli poza tymi cechami będzie miała piękne wnętrze. Czułbym, że odnalazłem to, czego szukam.

SB: Patrząc na rodziców, mamy są świetne w odrabianiu lekcji z dziećmi, w wychowaniu. Ale jeśli chodzi o zabawę, to zwykle tu sprawdzają się ojcowie. Siadają na podłodze, brudzą się, budują zamki z piasku. Czy to nie ciekawe? To dziewczynki w szkole zawsze krytykują chłopaków za niedojrzałe zachowanie. „Patrzcie na nich. Spójrzcie tylko, jak się zachowują.” Może kobiety trzeba nauczyć takiej beztroskiej radości, do której zdolni są mężczyźni?

MJ: Sądzisz, że jest to jakoś uwarunkowane genetycznie? Uważasz, że biologicznie kobiety są po prostu innym gatunkiem?

SB: Z pewnością są inne, pytanie jednak jest, „Dlaczego nie chcą być beztroskie?” Co zaś jest zabawne, jeśli już się bawią, to tylko wtedy, kiedy flirtują. Innymi słowy: jeśli biegasz za nimi, a w powietrzu wisi jakieś uczucie, będą pozwalały się gonić, będą się śmiały, chichotały. Ale tylko wtedy jeśli jest jakieś uczucie. Ze sobą tak się nie bawią. Nie zobaczysz dwóch dziewczyn biegających po pokoju, bawiących się w chowanego, przepychających się – do tego zdolne są tylko przy chłopakach. Wiele fanek – kobiet, które pociągasz – byłoby zdolnych do takich zachowań tylko po to, by cię uszczęśliwić. Ale nie wiesz nigdy, czy tak naprawdę im się to podoba. Wygląda na to, że tylko uczucie może sprawiać, by były wesołe (…) Zobacz, Bill Clinton, nie uważasz, że ten facet to wesołek? Chodzi do McDonald's, biega i...

MJ: Jeździ na rowerze po Białym Domu. Widziałeś to? Jechał na kolejne spotkanie na rowerze, po Białym Domu. Niezły materiał o nim ukazał się w 'Vanity Fair'. Wyobrażasz sobie Hillary w takiej sytuacji? W życiu, za milion lat. Myślę, że dziewczynki też potrafią się dobrze bawić. Takie wiesz, chłopczyce.

SB: No tak, jeśli są chłopczycami. Ale kiedy dorosną, wciąż umieją się tak samo bawić?

MJ: Myślisz, że mają to wpisane w serce, że są po prostu tak dostojne?

SB: Wydaje się, że do czego najbardziej im śpieszno to do zakochania się. Zabawa nie cieszy ich tak bardzo. Ale kiedy już się zakochają, pozwalają w sobie odkryć tę beztroską stronę siebie.

MJ: Nie umiałbym żyć bez zabawy.

SB: Jest jakaś różnica w tym, jak fani i fanki odnoszą się do ciebie?

MJ: Czasami. Jednak dziś wydaje mi się i tak jest, że mężczyźni się zmieniają – patrzyłem na to przez całą moją karierę. Krzyczą z takim samym zapałem jak dziewczyny i to we wszystkich krajach. Nie wstydzą się. Trzęsą się, mówią: „Kochamy cię.” Zdarza się, że nas gonią.

SB: Ale kobiety są bardziej fanatyczne.

MJ: Tak, ale one są lojalne. Zawsze były. I wciąż coś organizują. Gotowe byłyby się o mnie pobić.



Kobiety o sercu matki



SB: Łatwiej nawiązywać ci relacje z kobietami takimi jak Elizabeth Taylor, twoja mama, którą tak wielbisz, czy twoja siostra Janet? Uważasz, że bardziej przypominają dzieci niż mężczyźni? Czy są łagodniejsze, rzadziej rywalizują, nie są tak złośliwe? Zdarzało się, że otaczały cię przecież złe kobiety, które zachowywały się bardziej agresywnie, po męsku, jak Madonna. Powiedziałeś mi, że ona potrafi być podła. To jakaś cecha kobieca czy sądzisz, że ona ma w sobie jakąś męską żyłkę? Czy łatwiej jest ci być otoczonym przez kobiety?

MJ: Pod pewnymi względami tak, pod innymi nie. To zależy też od wieku. Znałem kobiety, które były zgorzkniałe i podłe, a później stały się damami. Poznały siebie i stały się dobrymi osobami. Z czasem i z wiekiem stały się wspaniałe. Ale były potworne, wprost potworne. Z biegiem lat jednak stały się naprawdę dobre i bardzo mi się to podoba.

SB: Ale tak intuicyjnie, nie wydaje ci się, że z kobietami jest ci łatwiej? Nie są łagodniejsze od mężczyzn? Wiesz, osobiście uważam je za bardziej wychowawcze, wyrafinowane, obdarzone niezwykłymi cechami duchowymi, naprawdę.

MJ: Staram się być z tobą zupełnie szczery.

SB: Ale spośród twoich przyjaciół wiele osób to kobiety.

MJ: Kobiety są łagodniejsze od mężczyzn. Tak, to prawda.

SB: Myślisz, że taka dziecięca gwiazda, tak urocza jak Shirley Temple: czy chłopczyk byłby tak uroczy?

MJ: Tak, choć to nie byłoby to samo... Shirley Temple ma to coś, co sprawia, że tylko na nią spojrzysz i chcesz się uśmiechnąć.

SB: Czy jesteś bardziej opiekuńczy wobec Paris, bo jest dziewczynką?

MJ: Paris potrafi znacznie częściej upomnieć się o swoje. Prince tego nie zrobi. Ludzie mogą go popychać, on nie będzie się bronił. Paris nigdy od nikogo niczego nie weźmie. Potrafi się bić. Jest silna, bardzo silna. Naprawdę. Prince pozwoli się wykorzystywać innym i nie powie ani słowa.

SB: Jest jak tata, jak ty.

MJ: Zawsze taki byłem. Mama wciąż mi powtarzała: „Nie pozwól innym się ranić. Nie bądź taki jak ja.” Płakała: „Jesteś taki sam jak ja. Nie chcę, żebyś taki był. To bardzo boli.” Bo ludzie to wykorzystują.

SB: Jednak nigdy nie stwardniałeś. Wydaje mi się, że wolisz, żeby to ciebie wykorzystywano, niż żebyś sam miał wykorzystywać innych. To jednak nie rani tak bardzo, jak kiedy się jest złym i agresywnym człowiekiem. Nie można wtedy być szczęśliwym. Zauważ, źli ludzie nigdy nie są szczęśliwi. Ponieważ sami tacy są, starają się unieszczęśliwiać innych.

MJ: Tak, wolałbym sam cierpieć. Nie lubię tego przyznawać, bo bardzo wiele przeszedłem. Boże, ile przeszedłem. Jednak wolałbym sam cierpieć.

SB: Poznałeś złą stronę ludzkiej natury?

MJ: Widziałem najgorsze rzeczy... koszmar tego, co może stać się z człowiekiem, z jego duszą. Nigdy bym nawet nie przypuszczał, że zwykły człowiek byłby zdolny do takiego zachowania.

SB: Dzieci nigdy czegoś takiego nie zrobią, Michael. Nie poznałeś ich złej strony, prawda? No chyba, że były pod wpływem rodziców.

MJ: Chyba, że są gdzieś w grupie, czepiają się wzajemnie i żeby tylko zaimponować innym swoim złym wychowaniem. Gdybym to ja miał szansę wychować te dzieci, o których słyszysz nieraz w wiadomościach, byłyby zupełnie inne. Do głowy by im nie przyszło robić takie rzeczy. Jeśli wychowywałbym się na Jamajce, miałbym inny akcent. Jeśli byłbym małym Anglikiem, nie... to wszystko zależy od środowiska. Geny odgrywają ważną rolę, tak samo jak nauka, przytulanie, dotykanie, powtarzanie: „Kocham cię, potrzebuję cię, jesteś tu, ponieważ cię kocham.” Tak, jak rozmawiam z Princem i Paris: „Wiecie, dlaczego wam to kupiłem?” Odpowiadają: „Bo nas kochasz.” Mówię im: „Tak, właśnie dlatego wam to kupiłem.” Muszą o tym wiedzieć. Żałuję, że sam nie słyszałem tego częściej. Moja mama to wspaniała osoba. Jest święta. To naprawdę święta kobieta.



[*ogólna uwaga dotycząca książki: tłumaczone są tylko rozmowy, bez komentarzy autora. Ponadto, w oryginale jasno widać, że często naprowadza on Michaela do jakiegoś stwierdzenia, przerywa jego wypowiedzi, przez co można czasem odnieść wrażenie, że Michael mówi nieco dziwnie]

Translated by: anialim


Do you have thoughts on the text? Have you noticed any mistakes? Share!


Please leave following field blank: